O tym, jak naleśnik stworzył Lekcję z Rólki.

O nas, czyli co łączy naleśnika z Lekcją z Rólki, bo…
to tak naprawdę od niego wszystko się zaczęło. Nie było wielkiej wizji ani biznesplanu. Nikt nawet nie pomyślał o produkowaniu jakiejkolwiek prezentacji przekonującej innych do przekonania się do naszego pomysłu. „Strategia rozwoju marki edukacyjnej na lata 2026–2226” nawet nie zaistniała.
Był wtorkowy wieczór. Taki zwyczajny, tylko bardziej mokry niż inne. Deszcz stukał głośno o parapet, telewizor coś mruczał w drugim pokoju, a ja Magda właśnie próbowałam przewrócić naleśnika na drugą stronę. To było już moje drugie podejście, bo przy pierwszym okazało się, że moja kolacja miała najwyraźniej inne plany i w wyniku niefortunnego ześlizgnięcia się z patelni postanowiła ułożyć się na kuchennej podłodze.
-To znak - powiedziałam sama do siebie.
- Jaki znak ? - usłyszałam głos Kaśki, która jak zwykle bez zapowiedzi wtargnęła do mojego mieszkania.
- Że życie jest za krótkie na perfekcję. - odezwałam się niewzruszona, choć serce nawalało mi jak szalone. Nie lubiłam tych jej najazdów, ale chciałam udawać twardzielkę, taką rasową wondersówę.
Po drugiej stronie zapadła cisza. A ja czułam spojrzenie oplatające mnie, moją zieloną patelnię, i całe moje to nieduże kuchenne otoczenie. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam, jak Kaśka podnosi naleśnika z podłogi i trzymając go w dłoni macha mi nim przed nosem.
- Magda, ty na serio wyciągasz życiowe wnioski z naleśników?
- Tak. – odpowiedziałam i chwyciłam z udawanym fochem mojego kulinarnego niefarta ciskając nim do śmietnika.
- To podziwiam. Można by coś o tym napisać...Upadek Naleśnika w trzech aktach. Akt 1. Patelnia Akt 2. Skok w dal. Akt 3. Podłoga – powiedziała Kaśka i wtedy zaczęłyśmy się śmiać. I właśnie wtedy rozmowa zeszła na temat, który wracał do nas od miesięcy. Temat pomysłów, historii, scenariuszy i tych wszystkich plików zapisanych na laptopach pod nazwami WERSJA 1, WERSJA POPRAWIONA, WERSJA OSTATECZNA.
Rozmawiałyśmy o tekstach, które pisałyśmy od lat. O pomysłach, które nie mieściły się już w głowach. O naszych koleżankach i kolegach nauczycielach, którzy tak, jak my ciągle szukają świeżych scenariuszy, nowych tematów i ciekawych historii do opowiedzenia na szkolnych scenach.
I wtedy odezwał się Tomek, który przez cały ten czas siedział w fotelu z książką.
Tomek jest moim partnerem. Nie pisze. Za to czyta. Dużo czyta. Najczęściej rzeczy, których ani ja, ani Kaśka nie rozumiemy. O grafice, projektowaniu i technologii komputerowej, którą bawi się od dawna. I za tę zabawę naprawdę nieźle mu płacą. Ma taki talent, że gdyby tylko chciał, to posegregowałby chmury według kształtu.
- A może powinnyście to w końcu uporządkować? - rzucił Tomek przysłuchujący się naszej rozmowie.
- Tomek, co uporządkować? — zapytałam.
- No te wasze pomysły.
- Które?
- Wszystkie.
- Nasze pomysły? Wrzuć na luz. Przecież to zajmie trzy lata. – roześmiała się Kaśka.
- Albo trzy dni. – powiedział Tomek.
- Zdecydowanie trzy lata. – przekomarzała się Kaśka.
I tak właśnie wygląda większość naszych rozmów. Wszystko na śmieszno, rzadko na poważnie i często bez wiary we własny talent.
- Zobaczcie dziewczyny - powiedział, odkładając książkę. - Jedna z was wpada na pomysł. Druga go podłapuje. Razem wymyślacie rozwiązanie, a ono rodzi kolejny pomysł. I tak bez końca, więc teraz ja... – wstał powolnie, włączając tym samym w naszych umysłach lampki uważności. - ...ja będę tym trzecim, który nada waszej robocie graficznego sznytu.
Spojrzałyśmy po sobie i zanim zaczęłyśmy dziękować najpierw same, spontanicznie rzuciłyśmy się sobie w ramiona wyrażając tym samym hałaśliwą aprobatę. Zaczęłyśmy szaleńczo krzyczeć, skakać, tańczyć, a Tomek stał i przyglądał się ze zdziwieniem naszym wariackim pląsom. Postał jeszcze chwilę, a gdy chciałyśmy skierować nasze podziękowalne ukłony w jego stronę, on już siedział przy komputerze. Gdy podbiegłyśmy do niego, na ekranie świeciły już trzy słowa.
Lekcja z Rólki.
Kaśka spojrzała na mnie.
Ja spojrzałam na nią.
- No to co? — zapytała.
- Chyba właśnie narobiłyśmy sobie roboty na najbliższe kilka lat.
Tomek westchnął.
- Mówiłem, że trzy dni.
I tak to się zaczęło.

Komentarze